Druga teoria pamieci
Zgodnie z drugą teorią pamięci, każde wrażenie odebrane przez organizm prowadzi do pewnej stałej zmiany fizykochemicznej w mózgu. Być może chodzi tu o zmianę w przewodnictwie niektórych synaps, chociaż fakt braku określonej lokalizacji pamięci w mózgu świadczy raczej przeciw temu poglądowi. Ostatnio wielu badaczy wysunęło przypuszczenie, że pamięć nasza jest magazynowana w mózgu w formie kodu chemicznego. Jedni za podłoże materialne pamięci uważają RNA, inni — białka. Jak pamiętamy, struktura biochemiczna tych substancji wielkocząsteczkowych umożliwia ich występowanie w niemal nieograniczonej liczbie form. Jest już faktem stwierdzonym, że z aktywnością komórek nerwowych wiąże się wzrost zawartości RNA w tych komórkach, trwający dopóty, dopóki owa aktywność nie przekracza wartości normalnych. Ponadto wykazano że zawartość RNA w neuronach rdzenia kręgowego człowieka wzrasta od 3- do 40 roku życia, po czym pozostaje na dość stałym poziomie przez około 15 do 20 lat, a następnie gwałtownie spada. Mając na uwadze te dane. psychiatrzy kanadyjscy obserwowali skutki zastosowania wstrzyknięć RNA pacjentom, którzy przekroczyli 55-60 lat życia. Według opinii eksperymentatorów dzięki temu zabiegowi pamięć badanych uległa poprawie. Równie interesujące są doświadczenia przeprowadzone na wypławkach. Robaki te, jak już wspominaliśmy, mogą nauczyć się labiryntu T i poddają się warunkowaniu klasycznemu. W reakcjach tych głowa dominuje nad resztą ciała. Przecięcie wypław-ka w poprzek na dwie części prowadzi do regenerowania zarówno głowy, jak i ciała. Okazuje się przy tym, że oba nowo odtworzone płazińce pamiętają poprzednio wyuczone reakcje. Jeżeli jednak kawałki przeciętego wypławka umieści się w wodzie z dodatkiem rybonukleazy, czyli enzymu rozkładającego RNA, tylko głowa dominująca, poddana wcześniej uczeniu, zachowa pamięć u zregenerowanego zwierzęcia.
Jednym z głównych zagadnień zaprzątających umysły ekologów od początku XX w. jest natura zespołu. Czy zespół jest wysoko uorganizowanym systemem składającym się ze ściśle określonych gatunków, czy może jest tylko wytworem umysłów ekologów? Amerykański botanik Frederick E. Clements był pod wrażeniem podobieństwa roślinności na rozległych obszarach, np. lasów deszczowych Ameryki Południowej, Afryki i południowej Azji. Zauważył on, że chociaż skład gatunkowy zespołu w pewnym rejonie kuli ziemskiej może się różnić od składu gatunkowego zespołu w środowisku o podobnym klimacie w innym rejonie świata, to rola pełniona przez gatunki wchodzące w skład obu tych zespołów jest zwykle podobna. Clements uważał, że zespół jest „superorganizmem", w którym gatunki współpracują ze sobą tak, jak narządy ciała pojedynczego organizmu. Jego zdaniem zespół przechodzi rozwój analogiczny do rozwoju osobnika - od narodzin po dojrzałość; procesowi rozwoju osobniczego odpowiada sukcesja, a stadium dojrzałemu - zespół klimaksowy. Ten pogląd na naturę zespołu, nazwany modelem organizmalnym, kładzie nacisk na współoddziaływanie jego elementów składowych, tworzących ściśle związane ze sobą grupy.